Pierdolona Stokrotka.
Wchodzę wkurzona do stokrotki, szłam dosyć szybko, nie chciało mi się bowiem siedzieć tam chuj wie ile czasu.
-Koszyk trzeba wziąć!
-To se weź, pierdolę ten koszyk- mówię po czym wchodzę dalej.
Podchodzę do lodówki, biorę picie. Ciepłe kurwa. Grzebię w niej dalej, żeby z końca wziąć zimne.
-Co pani robi?
-Jajco. Nie widzisz? Zimnego picia szukam.
Podchodzę do kasy.
-Dowód poproszę.
-Lada za wysoko.
-Że co proszę?
-Nie dosięgnę.
-To ja nie mogę pani sprzedać.
-Ale na pani do mnie mówisz. Zresztą ile ty masz lat, że o dowód się mnie pytasz?
-18.
-To stul pysk, bo jestem starsza i nabijaj mi to na kasę.
Nabija, oddaje mi resztę.
-Grosza brakuje.
-No nie mam w kasie.
-Sram na to. Powinnaś się spytać, czy może być bez grosza.
-Może być bez grosza?
-Nie. Masz go wziąć z drugiej kasy.
Wróciła z groszem.
-No. A siatka? Wiesz, że do twoich obowiązków należy też zadawanie pytania 'a siateczkę doliczyć?'.
-10 groszy płatna.
-Okej.
Odchodze dwa kroki i rzucam na podłogę grosza.
-Weź se, niepotrzebny mi- powiedziałam po czym ruszyłam w stronę tych zjebanych ruchomych schodów, które ruszają się jakby chciały a nie mogły.
I wcale nie jest tak, że jestem skąpa. Dowiedziałam się, że do pracy poszłam, aby poznać wartość pieniądza, podobno mam do nich zbyt lekką rękę, a wydanie 5 stówek w 10 minut jest chore. Kurwa, nie lubię chodzić po sklepach, kupiłam szybko buty i 2 bluzki, z promocji były. Zresztą za swoją kasę, a poza tym kiedy to było, teraz w ogóle nie chodzę do sklepów i będziesz mi to wypominał całe życie- mówię oburzona. Powiedział, że babci się ten pomysł z moją pracą spodobał i uważa, że czegoś mnie to nauczy. Myśl 'Już nie lubię babci' krążyła mi po głowie. Druga babcia była wprost oburzona, kiedy dowiedziała się, że poszłam do pracy.
-Już ja sobie z matką porozmawiam jak wróci! Ty masz wakacje, masz przez nie odpoczywać od nauki a nie pracować! Skończyć studia, uczyć się, a w wakacje się bawić!
-Ale babciu, ja sama chciałam...
-Nie sama chciałam, co, aż tak u was biednie, że cię wysyłają?
-Ja dla siebie zarabiam, trochę swojej kasy chcę mieć.
-Tylko tak mówisz. Rzuć to w cholerę, przychodź do mnie, jak będziesz czegoś potrzebować ja ci dam.
W pierwszej chwili, pomyślałam sobię 'oo, fajnie'. Później, że jakiś chujowaty ten pomysł i chyba babcia, która uważa, że czegoś mnie to nauczy, ma rację. Pierwsza wypłata leci prosto w ręce mojego brata. Zobaczę jak lekko ją rozjebałam w 3dni nad Firlejem.