Jak wiecie, najważniejszym egzaminem w naszym życiu jest matura, chociaż gdybym nie miała rodziców największą rolę w moim życiu zapewne odgrywałaby karta rowerowa. W każdym razie, już tak po prostu jest, że człowiek bez matury to jebany ćwok, idiota, itp, no i trzeba się z tym pogodzić.
Zapach gówna unosił się na korytarzu wśród 3klasistów, nie wiedziałam o chuj im zapierdala, a kiedy dowiedziałam się, że za 11dni matura i odpowiedziałam, że to jeszcze w chuj czasu, rozmówczyni ma zdziwiła się.
Pozwolę sobie wytłumaczyć skąd tkwiło we mnie takie przekonanie. Parę minut wcześniej, konstruowaliśmy na polskim tabelę, w której po lewej stronie mieliśmy wpisać zyski, po prawej zaś straty z naszych dotychczasowych lat edukacji. Pomijając fakt, że od razu odwróciłam się do pedała i spytałam czy mogę wpisać go w kolumnie moich strat, a on odpowiedział, że mogę, bo on też mnie zaraz wpisze, wpisałam również 'stratę czasu'. Wbrew interpretacjom mojej jakże wybitnej pani nauczycielki, nie oznaczało to straty czasu, który mogłabym przeznaczyć na naukę, tylko stratę czasu, który spędziłam przez te wszystkie lata w szkole. Dużo więcej nauczyłabym się siedząc w domu i robiąc to we własnym zakresie, tylko tych przedmiotów, które mnie interesują i z których chcę zdawać maturę. Mogę się nie uczyć cały semestr i mieć laske, a i tak w noc poprzedzającą jej zaliczenie, nauczę się tego, więc logicznym wyda się fakt, że wolę zawalić jedną noc, niż uczyć się na bieżąco.
Dlatego nie rozumiem jak można się bać matury. Nie uczyłam się do niej wcale, nie miałam napisanej prezentacji na egzamin ustny, a maturę z matmy pisałam z 20minut. Być może dlatego, że zostałam obudzona o 8.30 i krzyczałam 'nigdzie kurwa nie idę, idę spać', po czym dostałam kopa i o 8.58 byłam już w szkole. Wyniki me były wyjebane w kosmos, dlatego chciałam zaoszczędzić na rekrutacyjnym i je wydałam, płacąc tylko za jeden kierunek. Trochę mnie zdzwiło, że aż 3,5tysiąca osób chciało też na niego pójść, ale nie martwcie się- nie będę razem z wami zapierdalała w supermarkecie.
Irytują mnie odpowiedzi typu 'bo ty masz ścisły umysł'. A Ty co masz kurwa rozwięzły? Jak można przeczytać książkę i nie wiedzieć o czym była? A jak przeczytasz ją po raz drugi znasz ją dokładnie. Potraktuj podręcznik jak bajkę, jak 'Pinokia', jego jakoś pamiętasz. W ten oto sposób Sylwia naumiała się historii, która wcześniej ją usypiała.
Absurdalny jest dla mnie fakt, że do szkoły trzeba przychodzić przed godziną 14, do której każdy normalny człowiek powinien spać. Dlatego też, jeżeli kiedykolwiek zostanę Ministrem Edukacji, zreformuję szkolnictwo i każdy będzie się uczył tego, czego będzie chciał, a plan lekcji będzie dostosowany do uczniów i ich potrzeb kulturalno/integracyjno/rozrywkowych.
Pomimo tego, że jestem humanistką, nie ominą was tępe chuje podstawy matematyki, żebyście umieli liczyć swoją kasę i na ile piw wam starczy.
Tak mówię ja, Sylwusia I, Amen.
Hmm... Chociaż wiecie co? Ja przez to wszystko jakoś przeszłam i żyję. Fakt- mądrzejsza przez to nie jestem, ale skoro my mieliśmy aż tak przejebane, to czemu niby przyszłe pokolenia mają mieć lepiej? Swego rodzaju zemsta za te spierdolone 13lat edukacji i przyszłe 5, miejmy nadzieję, że 6. ;]